Prośby o zdrowie, zdanie matury czy dobrego małżonka to tylko nieliczne intencje, z jakimi co roku setki tysięcy Polaków udają się na Jasną Górę. Do sanktuarium Matki Boskiej Królowej Polski zwanej Czarną Madonną wyrusza prawie dwieście pielgrzymek. Z tą najliczniejszą, warszawską do najważniejszego polskiego sanktuarium przybywają Pyrzyczanie rokrocznie prowadzeni przez księży chrystusowców z parafii pw. św. Ottona.
6 sierpnia wychodziła z Warszawy piesza pielgrzymka na Jasną Górę, w jednej z grup prowadzonej przez księży Chrystusowców pielgrzymowali pątnicy z naszego miasta. Szesnastu Pyrzyczan, których opiekunem był ks. Sergiy Rudchenko TChr – wikariusz parafii pw. św. Ottona tworzyło wraz z pielgrzymami m.in. ze Szczecina, Stargardu, Władysławowa czy Goleniowa grupę „Czarną”. Jest to wyjątkowa grupa, bo oprócz wielkości (ok. 250 osób) jej cechą jest to, że pielgrzymują w niej osoby z zagranicy. W tym roku najliczniejsze były grupy z Niemiec i Ukrainy.
Warszawska Piesza Pielgrzymka Grup Akademickich „17” na Jasną Górę – bo tak dokładnie brzmi nazwa pielgrzymki, zgromadziła w tym roku ponad 1000 osób. Hasło tegorocznego wędrowania „Wybrałem miłość” było bardzo często powtarzane podczas dziewięciu dni marszu. Pielgrzymi oprócz wyjątkowo mocnych w tym roku upałów, które musieli znosić każdego dnia, zmagali się również z innymi niedogodnościami, takimi jak spanie w namiotach lub stodołach, mycie się w miskach czy codzienne jedzenie zupek chińskich lub produktów konserwowych. Aby przejść kilku lub kilkunastogodzinną trasę trzeba niekiedy wstać około godziny piątej rano. Trzeba się umyć, ubrać, a potem zostaje kilkanaście minut na zwinięcie obozowiska. Śniadanie jest jedzone po przejściu pierwszego etapu. Każdego dnia pielgrzymi uczestniczą też we Mszy Świętej, często wspólnej dla wszystkich grup. Bardzo często na nogach pątników pojawiały się pęcherze. Jest jednak pielgrzymkowe powiedzenie, że ten, kto nie będzie miał ani jednego pęcherza powinien swoją przyszłość związać ze stanem duchownym.
Pielgrzymka to nie tylko modlitwa. Nawiązane tu znajomości potrafią przetrwać długie lata. Jest też ona swoistym kanałem komunikacyjnym dla duszpasterstw z poszczególnych parafii, które później spotykają się przy wielu okazjach – m.in. zjazdach, zlotach czy czuwaniach.
Wiele osób nie wyobraża sobie roku bez przejścia około 260 kilometrowej trasy, lecz byli także „nowicjusze” – ci, który po raz pierwszy w swoim życiu chcieli zaznać codziennego trudu pielgrzymowania i radości, która emanuje w sercu, gdy wreszcie dojdzie się na miejsce. Wszystkim udało się dotrzeć 14 sierpnia do Częstochowy. Tam w kaplicy łaskami słynącego obrazu mogli przez kilka minut pomodlić się przed wizerunkiem Królowej Polski – podziękować Bogu za przejście trasy, złożyć u Jego stóp swoje prośby i ofiarować Mu swoje myśli i słowa. Mimo ogromnego trudu, pielgrzymi są zadowoleni i już szykują się do przyszłorocznej wędrówki, szczególnie, że jak mówią nasi parafialni pątnicy „pojawiły się już pierwsze owoce”.
Wiktor Stankiewicz, Remik Pajor-Kubicki
